Kong: Wyspa Czaszki – Recenzja

Zabawa w remake’i w Hollywood trwa w najlepsze. Po w miarę niedawnej nowej odsłonie Godzilli (2014), było kwestią czasu odświeżenie (bądź odgrzanie) innego wielkiego giganta – King Konga. Tym razem padło na lata 70 ubiegłego wieku. Amerykańskie wojska wycofują się z Wietnamu, lecz jedna z jednostek zamiast wracać do domu, dostaje jeszcze zadanie eskortować i zabezpieczyć akcję badawczą na niezbadanej, niedostępnej Wyspie Czaszki znajdującej się na Pacyfiku. Niestety, po kłopotliwym przedostaniu się w to miejsce, jej gospodarz i władca, gigantyczny małpolud, nie serwuje eskapadzie ciepłego przywitania.

1.jpg
Kong: Wyspa Czaski – film, który w zależności od podejścia i oczekiwań widza, może się podobać albo wręcz przeciwnie. W moim przypadku padło na tę drugą opcję. Pod płaszczem przyjemnego, świetnie zrobionego CGI (Kong, wykonany m. in. techniką motion capture, wygląda niesamowicie!), ciekawego świata oraz niebanalnej fauny i flory wyspy znajdziemy liniową, przewidywalną i przede wszystkim oklepaną fabułę, banalne wątki, nielogiczne zachowania bohaterów oraz sceny poetyckiego patosu, które bardziej bawiły, niż dawały do myślenia.

Jordan Vogt-Roberts w swoim filmie żongluje oklepanymi stereotypami: żądny krwi i zemsty, rozgoryczony po wojnie w Wietnamie pułkownik (Samuel L. Jackson) , szlachetny przewodnik surwiwalowiec ze skomplikowaną przeszłością (Tom Hiddleston), stanowcza reporterka, która chce dotrzeć do prawdy niewygodnej dla wojska, a wszystko w imię zasad (Brie Larson), naukowiec, którego interesuje tylko odkrycie, bez względu na cenę (John Goodman), uwięziony na wyspie rozbitek, który zna zasady panujące na wyspie (John C. Reilly) oraz tajemnicze plemię, o którym można powiedzieć tylko tyle, że jest tajemnicze. Obsada zachęca, ale niestety nie zachwyca, choć aktorzy bardzo się starali.

2.jpg

Film zdecydowanie gubi się w konwencji. Nieraz gagi wydają się wprowadzone rozmyślnie, innym razem scenę można zinterpretować jako zabawną, choć nie wiadomo, czy właśnie tak powinna być odebrana, a także pojawiają się momenty śmieszne, choć z pewnością nie takie twórcy mieli założenie. Jaki dana scena ma wydźwięk – zależy to też od preferencji i indywidualnego podejścia każdego odbiorcy, jednak jednego powinniśmy oczekiwać od filmu – konsekwencji, której niestety zabrakło.

Czy nowa odsłona King Konga może się podobać? Jak najbardziej tak. To nadal pozostaje dobre kino akcji, które daje widzowi wytchnąć tylko na krótkie chwile, dostarcza dużo emocji i zapewnia dobrą rozrywkę przy świetnych efektach specjalnych. I tyle, nic więcej.

zdjęcia: http://www.warnerbros.com

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: