Robbie Williams – Heavy Entertainment Show – Recenzja

the-heavy-entertainment-show-b-iext45701160.jpgPrzez jakieś ciągnące się w nieskończoność dwa miesiące mojej pracy byłam torturowana wręcz kawałkiem Robbiego Williamsa „Love my life”. Jestem tą szczęściarą spośród wielu szczęściar w mojej pracy iż posiadam jakże nieszczęśliwe radio które umila mi dzień. Nieszczęśliwe, bo wciąż gubiące fale przez co na nieszczęście możemy słuchać dwóch, w porywach trzech stacji. Na zmianę co drugi dzień żeby oczywiście jakość urozmaicić sobie życie. I właśnie na tych dwóch czasem trzech stacjach katują nas niezmiennie kilkoma utworami które osiągają teraz szczyt swojej popularności na listach przebojów. Jednym z tych kawałków był właśnie „Love my life”.

Przebój wpadający w ucho, taki z tych pogodniejszych, idealnych do nucenie w czasie jazdy. Utwór który ma cię nastroić na lepszy dzień. I może gdyby stacje  nie zamęczały mnie nieustannie tym samym kawałkiem, moja sympatia do niego by nie skapitulowała tak szybko.

Ale mam to szczęście, i to już nie sarkazm, być żoną prawdziwego nerda muzycznego dla którego moje słowo „podoba mi się”, to dla niego krok do małej podróży. Wiec spakowałam swoje chęci odkrywcze razem z ze Spotify i słuchawkami, i zaczęłam zwiedzać nowy album zapomnianego ostatnio  Brytyjczyka.

RobbieWilliams.jpg

Krążek nazywa się Heavy Entertaiment Show i według mnie to prawdziwe show dla naszych zmysłów. Przyznaje że jestem laikiem w wygłaszaniu swojej opinii na temat muzyki, bo zawsze ograniczała się ona do „zajebiste” lub „nie podoba mi się”. Ale jeśli lubicie urozmaicenia i muzykę której twórcy nie poprzestają na jednym brzmieniu, to ten krążek powinien wam się spodobać.

Owszem jak na rodowitego mieszkańca wysp Williams nie wyzbył się swojego rockowego charakteru i dzięki Bogu bo za to go uwielbiam. Ale bawi nas swoją płytą odmóżdża i pobudza. Co rusz spowalnia i przyspiesza tępo.

Moim faworytem jest „Party Like a Russian”. Z prostego względu: uwielbiam nowe aranżacje muzyki klasycznej, a fragment „Tańca Rycerzy” Sergieja Prokofieva sprytnie wpleciony do kawałka, wzmacnia jego brzmienie. Sam oryginał wyzwala u mnie ciarki.

robbie-williams-party-like-a-russian.jpg

Williams nadał mu rockowo popowy wydźwięk. Cała zresztą płyta to mix intensywności i różnorodności. Album jak sama jego nazwa wskazuje to show muzyczne skupione na zabawie i nie ma tam raczej monotonnych utworów na jednej nucie. Piosenka otwierająca album o tym samym tytule nasuwa mi czołówkę jakiegoś programu rozrywkowego z lat 80 i nierozłącznie kojarzy mi się z musicalem „Lakier do włosów”. Utwór „Pretty Woman” uważam za świetny do ruszenia tyłka do pobujania, a „Bruce Lee” sugeruj mi na myśl jazdę Cadillakiem przed siebie i pozostawienie wszystkiego za sobą. No wiecie, ten moment gdy ciepły wiatr rozwiewa wam włosy, a najważniejsze jest to co przed wami.

Nie zabrakło również typowych ballad i lekkich utworów z narastającym leniwie tempem jak w przypadku „David’s Song”. Bluesowe brzmienie, rock, klubowe bity, a nawet delikatne włączenie elektroniki – to wszystko znajdziecie na tej płytce.

Słuchając tego albumu niezmiennie odnosiłam wrażenie brania udziału w jakimś musicalu, w którym co rusz ktoś zmieniał dekoracje i przenosił mnie wraz z kolejnym utworem w inną scenerię, opowiadał o innej historii.

Według mnie to idealny krążek alternatywnej muzyki przy której raczej nie można się nudzić i każdy może znaleźć coś co bardziej lub mniej mu się spodoba. Zapraszam w tę podróż do poszukania czegoś dla siebie.

Anna Guzy

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: