Deadwood – Recenzja serialu

Jest sobota, końcówka kwietnia 2017 roku. W myślach z utęsknieniem przywołuję pozytywne wspomnienia osadzone w ciepłych, wakacyjnych miesiącach minionych lat. Odwracam głowę od monitora i spoglądam przez okno, które oddziela mnie od wyjątkowo chłodnego jak na tę porę roku – deszczowego świata. Bez emocji analizuję mokrą ulicę, chodnik, poruszającego się jakby w zwolnionym tempie rowerzystę. Moje oczy, twarz, całe ciało łaknie promieni słonecznych jak … No właśnie jak kto?

W tym momencie przychodzi mi do głowy jedno porównanie: Jak poszukiwacz – ZŁOTA.

a.jpg

Źródło: https://hbo.com

Przenieśmy się zatem na chwilę jakieś 140 lat wstecz i zmieńmy lokalizację na Dakotę Południową w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli mam być konkretny – chodzi o małe, wyjęte spod prawa miasteczko zwane Deadwood. To w nim rozgrywa się akcja serialu o tej samej nazwie, który emitowany był w HBO od marca 2004 do sierpnia 2006 roku. Jest to odświeżenie wymierającego gatunku jakim jest Western.

Akcja serialu rozgrywa się w miasteczku Deadwood, które leży na indiańskich terenach pasma górskiego Black Hills. Pierwsze, przedstawione w nim wydarzenia dzieją się w 1875 roku, a ostatnie mniej więcej rok później. Przez całe 3 sezony, bo tyle zostało nakręcone – mamy okazję obserwować rozwój tej niewielkiej osady, która przyciąga ludzi poszukujących złota, władzy, zemsty, albo zwyczajnie najgorszego miejsca w całym ówczesnym świecie. Deadwood przeżywa rozkwit w okresie gorączki złota co po części tłumaczy dlaczego na potencjalnych obywateli miasta zgłaszają się ludzie, którzy za chwilę będą odgrywali role złoczyńców, morderców czy sutenerów. Mam wrażenie, że napisałem już parę konkretnych zdań, ale samych konkretów nadal brakuje. Postaram się to nadrobić w następnym akapicie.

b.jpg

Źródło: http://www.denofgeek.com

Bohaterami tego serialu są pozornie różni ludzie, ale wszyscy są unikalnymi elementami jednej układanki. Ta układanka nazywa się Deadwood. Możemy więc spotkać rewolwerowców, kurtyzany, przedsiębiorców, dezerterów, najemników, robotników z Chin – Ci ostatni stanowią całkiem spory procent mieszkańców. Wszyscy wspólnie tworzą społeczność – ludzi, którzy totalnie do siebie nie pasują. Wielu bohaterów to postacie historyczne, np. Seth Bullock, Wild Bill Hickok, Al. Swearengen, Charlie Utter i George Hearst. Każda z tych postaci jest zupełnie inna, opowiada różne historie. Moim zdaniem jednak nie to jest najważniejsze, ponieważ HBO zapewniło widzom istną ucztę dla oczu. Z pierwszymi minutami zostałem wciągnięty na długie godziny w niesamowity świat Dzikiego Zachodu. Klimat jest budowany w wielu różnych wymiarach. Zaczynając od scenografii, zachowaniu realiów historycznych (tutaj ukłon dla producenta Davida Milch’a) przez wszechobecne wulgaryzmy – podobno słowo „fuck” pada około trzy tysiące razy – no i ostatecznie główny wątek fabularny wraz z wydarzeniami pobocznymi. Fabuła celowo pojawiła się na końcu, ponieważ jest zwyczajnie prosta, brak jej drugiego dna, głębszej treści czy finalnego morału. Można pokusić się o stwierdzenie, że zupełnie nic się nie dzieje, ale moim zdaniem właśnie to jest cholernie ciekawe. Biorąc pod uwagę cały serial, mogę ogólnie napisać, że chodzi o utrzymanie i powiększanie wpływów. Al Swearengen, właściciel saloonu, który bogaci się na prostytucji oraz niewypłacaniu nagród w organizowanych przez siebie walkach posiada wystarczająco dużo pieniędzy, żeby zawierać korzystne układy, które zapewniają mu skuteczną ochronę przed praworządnością mieszkańców . Wspomniany saloon jest miejscem częstych bójek i oszustw co przyciąga uwagę szeryfa, Setha Bullocka – pewnego siebie, zachowującego zimną krew, prawego (pozornie) człowieka. Nie należy jednak szufladkować bohaterów. Sam zmieniałem zdanie o jednym z bohaterów przynajmniej trzy razy. Takie podejście zapewnia wzrost ciekawości i niepewności. Czasami jakieś przedsięwzięcie budowane mozolnie przez kilka odcinków zostaje zniszczone w jednym ujęciu. Nie chcę wrzucać w tym tekście spojlerów, chociaż często mam na to wielką ochotę.

c.jpg

Źródło: http://www.avclub.com

Nie wiem czy powinienem już kończyć, ale napiszę jeszcze o osobistych odczuciach po obejrzeniu Deadwood. Przez pierwsze dwa dni obejrzałem kilka odcinków, a przez kolejne dwa – leciałem sezonami. Szczęśliwie trafiłem na niego długo po zakończeniu nagrań. Mogłem obejrzeć całość od początku do końca nie czekając na nowy odcinek. Proste historie ukazywane są w złożony sposób, ale nie zmuszają widza do szczególnych przemyśleń wręcz zachęcając do zepchnięcia tego na boczny tor. Osobiście w każdym odcinku skupiałem się na ścieżce dźwiękowej, która może nie jest tak dobra jak w „Zakazanym Imperium”, ale dla mnie i tak zajmuje miejsce na podium. Nie wiem czy tylko ja związałem się z kilkoma „złymi” bohaterami i chciałem, żeby osiągali zamierzone cele. Zazwyczaj oczekuje się, że dobro w końcu zwycięża. W tym serialu dobro staje się złem, a zło podejmuje dobre, sprawiedliwe działania. Nigdy nie mogłem przewidzieć kto zdradzi, pozostanie wierny przekonaniom, kto wróci na prawą drogę, albo z niej zawróci. Ponawiając wyliczankę – ujęcia, ubrania, ścieżka dźwiękowa, życie w miasteczku, powolne wzloty i gwałtowne upadki oraz przede wszystkim mój ulubiony bohater Al Swearengen, który jest uosobieniem idealnej postaci z westernu – żałuję, że nakręcono jedynie trzy sezony. Z drugiej jednak strony może to i dobrze, ponieważ długo emitowane serie mają tendencje do przemijania zanim zakończą się nagrania. W tym przypadku pozostaje niedosyt, że wszystko skończyło się zanim na dobre zaczęło. Związałem się z bohaterami na dobre w trzecim sezonie, ale chyba tylko po to, żeby dowiedzieć się o braku następnego sezonu.

d.jpg

Źródło: https://www.yahoo.com

Jestem świadomy, że nie pojawiło się tutaj za dużo konkretów, bo serial ten zwyczajnie trzeba obejrzeć. Szczegółowe opinie pozostawię dla siebie, bo podobno o gustach się nie dyskutuje. Napiszę tylko, że ja wpisałem Deadwood na listę wycieczek z wysokim priorytetem. Jeżeli nie jest się widzem, który oczekuje efektownych scen i dynamicznie zmieniającego się pola walki, serial ten jest zdecydowanie dobrym wyborem. Po obejrzeniu stwierdziłem, że poznałem naprawdę sporo różnych historii, ale ciągle mogę napisać, że nic konkretnego się tam nie wydarzyło. Po dość chaotycznym tekście odchodzę od okna i wracam do świata, który jest zupełnie inny. Czekam na kolejny dobry serial, który zamiecie gatunek tak samo jak Deadwood.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: